15/05/2013

Marta wyleciała z pracy, bo "po znajomości" chciała załatwić kredyt hipoteczny. Joanna nigdy nie awansowała, bo jej mąż był dyrektorem firmy, w której pracowała (on bał się podejrzeń o nepotyzm). Łączenie miłości z pracą to często droga donikąd, a właściwie do zmarnowania kariery.

Jolanta pracowała w urzędzie miasta. W jej niewielkiej miejscowości praca w administracji była spełnieniem marzeń. Lubiła swoje spokojne życie: dom blisko lasu, mąż, dwójka dzieci, dwa psy. Wszystko, co kochała, legło w gruzach, bo chciała pomóc swojemu byłemu chłopakowi. Jacka znała od liceum. Przystojny inteligentny chłopak. Zdziwiła się, że wrócił do niewielkiego miasta. Myślała raczej, że po studiach zostanie w Warszawie. W rodzinnej miejscowości przejął po ojcu stolarnię, założył firmę remontowo-budowlaną. Ledwo jednak wiązał koniec z końcem, a miał trójkę dzieci i żonę, która nie pracowała. Jola pomogła mu skonstruować wniosek przetargowy na remont szkoły, potem kamienicy i  przychodni. Jego firma rosła w siłę, a w urzędzie plotkowano o ich romansie. Niektórzy pamiętali, że w liceum byli parą. W lokalnej gazecie ukazał się tekst o podejrzeniach o korupcję, bo zawiadomienie wpłynęło do prokuratury.

- Pomogłam mu tylko skonstruować wniosek. Może nie powinnam z nim nawet rozmawiać o przetargach, tym bardziej spotykać się w urzędzie. Uważam jednak, że nie zrobiłam nic złego. Nie wzięłam łapówki, nie ustawiłam przetargu, bo nie miałam nawet takiej możliwości. Wiedziałam też, że jego firma jest solidna. Nigdy nie było żadnych problemów z terminami i reklamacjami. Kiedy sprawa wpłynęła do prokuratury, jeszcze mi niczego nie udowodniono, a już skazano. Co z tego, że oczyszczono mnie z zarzutów, smrodek został. Mąż nie chciał słuchać, że romans to plotki, zawsze był o niego zazdrosny. Teraz miał potwierdzenie. Z dnia na dzień moje życie zamieniało się w koszmar. Minęło kilka lat, ledwo posklejałam swoją rodzinę. Ta historia już zawsze będzie na mnie ciążyła. Nie ma sposobu, żeby się z tego oczyścić – mówi Jola.

Izabela Kielczyk, psycholog biznesu, coach, zauważa, że łączenie miłości i pracy jest z gruntu ryzykowne. Nawet jeśli na początku pojawia się złudne wrażenie osiąganych korzyści, to warto zadać sobie pytanie, co będzie potem?

- Pojawia się też problem zawiedzionych uczuć, bo któraś ze stron czuje się potraktowana instrumentalnie. Poza tym, trzeba też zastanowić się nad sobą i swoim systemem wartości – dodaje Izabela Kielczyk.

(...)

 

przeczytaj cały artykuł na onet.pl